23 paź 2012

A teraz czas na zające

Autor: Jerzy Chmiel | Kategoria: Artykuły

O ogromnym regresie zwierzyny drobnej, zwłaszcza kuropatwy i zająca, mówi się coraz głośniej. Ale czy same koła są w stanie temu zaradzić? Krakowskie Koło Łowieckie „Knieja” nie poprzestało na narzekaniach. W naszych obwodach sarna, bażant, kuropatwa i zając były liczne, a ich pozyskanie – w setkach. Aż przyszła zima 1995/96. Śnieg leżał nieprzerwanie od czwartego listopada do końca marca, a temperatura spadała często do –28°C. Kuropatwa wyginęła niemal całkowicie, a bażanty i zające zostały zdziesiątkowane. Pomimo wstrzymania polowań na kuropatwy i znacznych ograniczeń polowań na zające i bażanty przez kilka lat, jedynie sarna odbudowała się licznie.

Zaczęliśmy więc od bażantów. Wybudowaliśmy wolierę, gdzie przetrzymywaliśmy młode bażanty do jesieni. Wiosną zakupywaliśmy dodatkowo kury. Rozbudowaliśmy sieć posypów i dzisiaj stado podstawowe wiosną liczy około 800 sztuk na 3,5 tysiąca hektarów obwodu. Przed dwoma laty zakupiliśmy 300 kuropatw, a rok później 100 i jesteśmy na najlepszej drodze do odbudowy stada podstawowego – inwentaryzacja wiosenna wykazała 25 stad od 8 do 14 sztuk, pomimo trudnej także tej zimy. Ale w naszych rozmowach i marzeniach wciąż przewijał się temat odbudowy stanu zajęcy. Temat najtrudniejszy, bo kosztowny. Zające z hodowli mało dostępne, a brak też sprawdzonych danych o ich przydatności do introdukcji. Postanowiliśmy więc poprosić kolegów z zaprzyjaźnionego Koła Łowieckiego „Sarenka” w Wawrzeńczycach – gdzie zając jest jeszcze liczny – o odłowienie i sprzedaż pięćdziesięciu sztuk.

Uznaliśmy, iż przemieszczenie zająca o około 40 kilometrów i wypuszczenie w niemal identyczny biotop musi przynieść efekt i wzmocnić naszą, słabą jak do tej pory, populację. Ponadto postanowiliśmy zaszczepić wszystkie zakupione osobniki używając szczepionek dostępnych na naszym rynku i stosowanych przy szczepieniu królików. Poprosiliśmy też naukowców z Akademii Rolniczej w Krakowie, pana profesora Pawła Brzuskiego oraz Magdę Hędrzak, aby podzielili się swoimi doświadczeniami oraz oznakowali trwale wypuszczane sztuki. Każdy szarak ma wytatuowany na słuchu numer od 1 do 50, co pozwoli zidentyfikować go po ewentualnym pozyskaniu i określić drogę, jaką przebył. Teren przygotowywany był już od zeszłej zimy, kiedy to intensywnie odstrzeliwaliśmy lisa. Wiosną obsialiśmy kukurydzą i mieszanką 12 poletek łowieckich do pozostawienia na zimę na pniu oraz 2 hektary kukurydzy do zbioru ziarna i kolb. Gromadziliśmy zapasy lucerny oraz marchwi. Od jesieni wzmogliśmy odstrzał lisa. Teraz przyszło tylko czekać na odpowiednią pogodę do odłowu. Aż przyszedł ósmy stycznia i krótka wiadomość – odławiamy. Wieczorem odbieramy schwytane zające, a rano rozpoczynamy szczepienie i znakowanie. Umieszczamy szaraki w klatkach tak, aby każda grupa miała przybliżoną ilość samic i samców. Okazuje się, iż wśród schwytanych jest 27 samic oraz 23 samce. Wypuszczamy w czterech grupach po 12 sztuk według nadanej numeracji od 1 do 12 itd. w miejscach wcześniej przygotowanych, do istniejących remiz oddalonych od siebie o około 1000 m. Przy każdej znajduje się poletko oraz paśnik.

Zima, która przychodzi niemal równo z zającami, zmusza nas do ogromnego wysiłku. Wywozimy dodatkowe ilości lucerny, koniczyny, marchwi oraz kolb kukurydzy. Wszystko znika w ciągu krótkiego czasu, a zima zmusza do regularnego karmienia. W tych ciężkich warunkach widać, jak ważne są poletka. Zwłaszcza kukurydza pozostawiona na pniu stanowi doskonałe miejsce schronienia i żeru. Pod gęstą siecią posypów i paśników gromadzą się nie tylko zające, ale także liczne stada bażantów, rudle saren, a nawet kuropatwy, które do tej pory niechętnie zbliżały się do tych urządzeń. W czasie tak trudnych warunków widać też odpowiedzialność kolegów myśliwych angażujących się w dokarmianie oraz odstrzał lisów, które stają się plagą naszych łowisk.

Gdy piszę te zdania, zima ustępuje, a w miejscach wypuszczenia zajęcy widać wieczorem w czasie parkotów po kilka sztuk. Jesteśmy przekonani, iż nasze doświadczenia z introdukcją zająca będą przydatne dla innych kół chcących pójść w nasze ślady. Jesteśmy przykładem tego, jak można bez ogromnych pieniędzy, a jedynie przy zaangażowaniu myśliwych  zagospodarować łowisko i wzmacniać populację zwierzyny drobnej. Dziękujemy wszystkim, którzy nas wspomagali pomysłem, pracą oraz finansowo, szczególnie panu profesorowi Pawłowi Brzuskiemu i Magdzie Hędrzak, oraz wszystkim kolegom myśliwym, którzy angażowali się w realizację pomysłu, poświęcali swój czas, a także wsparli to przedsięwzięcie finansowo.

 

Z łowieckim pozdrowieniem Darz Bór – łowczy koła, Jerzy Chmiel.

Komentowanie jest obecnie zablokowane.